Muzyka i gry w analogowym świecie
Dziś chciałbym Wam przypomnieć jeden z moich starszych wpisów, który pojawił się na blogu DP 6 października 2014 roku. Wpis nieco nostalgiczny i świetnie uzupełnia się z filmem z kanału Format C:, do którego obejrzenia gorąco zapraszam.
Kiedyś myślałem, iż długo mi przyjdzie czekać na ten czas, kiedy przestaną mówić o mnie „młody człowieku”, ale ku mojemu zaskoczeniu tak jakoś podstępnie i znienacka okazuje się, że ten czas właśnie nadszedł. Każdy z nas przejdzie, już lub przechodzi okres, w którym chce się podzielić historiami ze swego życia i doświadczeniami z czasów, o jakim młodsze pokolenie absolutnie nie ma pojęcia. Niestety i ja dożyłem czasem, kiedy moi nieco młodsi rozmówcy patrzą na mnie ze zdziwieniem i nie za bardzo wiedzą o czym mówię … Dlatego wspomnę czasy, kiedy wszystko było jakby prostsze i bardziej przystępne choć by coś zdobyć, trzeba było się wykazywać sprytem i zaradnością.
Jak już wielokrotnie mówiłem, dorastałem w Poznaniu w dość ciekawej dzielnicy, w tamtych czasach o dość szemranej opinii. Nawiasem mówiąc, w pełni zasłużonej. Dzielnica pełna przeszło stuletnich kamienic zapewniała nam świetne miejsce zabaw, o jakich młodszemu pokoleniu nawet się nie śniło. Dla nas, wychowanych w tamtych czasach, pewne rzeczy było całkowicie normalne a, dziś po latach odkrywam, że to jednak egzotyka i młodsi słuchacze myślą, że ich wkręcam. Z drugiej strony patrząc, młodsi czytelnicy za kilkanaście, bądź kilkadziesiąt lat, będą opowiadać młodszym od siebie, że pamiętają czasy, kiedy pralki i lodówki nie były podłączone do Sieci. 🙂
I może wtedy zrozumieją, o czym mówiliśmy. 😀

Ja, jako dzieciak przypatrywałem się jak na podwórku mojej kamienicy kilku starszych ode mnie długowłosych młodzieńców w nieco spłowiałych jeansowych katanach, na których widniały malunki nazw kapel metalowych wykonane… najczęściej długopisem, maluje na murach nazwy kapel widniejących na ich plecach takich jak AC/DC, Kreator, Metallica, Exodus czy Anthrax. Lata później ci młodzieńcy stworzą takie kapele jak Acid Drinkers czy Wilczy Pająk i osiągną sukces pozwalający na wyrwanie się nie tylko z naszej dzielnicy. Jak łatwo się domyślić, również i mnie, tylko trochę później, wciągnie miłość do nieco mocniejszej muzyki, ale o tym może opowiem przy innej okazji i w inny czas.

Ważne jest to, że też polubiłem muzykę tego typu, choć niestety rodziło się z tym dużo problemów. Okazuje się, że nawet na najlepszych bazarach czy rynkach ciężko było upolować interesujące nas tytuły. W tamtych czasach w oficjalnych sklepach nie sposób było kupić tego rodzaju muzykę, więc pozostawało nam tylko przegranie muzyki od kogoś znajomego lub czatowanie na emisję całej płyty w radiu…
Tak, nie przesłyszeliście się, ale o tym za chwilę …

Historia kasety
Klasyczna kaseta magnetofonowa, czyli Compact Cassette została opracowana przez koncern Philips już w roku 1963 roku i była pomyślana, jako następca popularnych wówczas szpul z taśmą magnetyczną. Notabene ten sam koncern kilkanaście lat później zaprezentuje zabójcę kaset magnetofonowych, czyli płytę kompaktową zwaną… CD od skrótu słów Compact Disc. Ale o tym nieco później.

Mały rozmiar kasety pozwolił na tworzenie dużo mniejszych urządzeń, bowiem klasyczne magnetofony szpulowe nie należały do małych urządzeń i ich mobilność pozostawiała naprawdę wiele do życzenia. Zwykły magnetofon takiego typu ważył niebagatelne od 5 do nawet 10 kilogramów! Zwykły kaseciak często ważył ok. pół kilograma, więc różnica choćby w wadze, była dość znaczna. Ostatecznym ciosem w magnetofony szpulowe było pojawienie się w roku 1979 Walkmana od Sony. Odtwarzacz niewiele większy od samej kasety pozwalający cieszyć się muzyką niemal wszędzie był powszechnym obiektem westchnień. Szybko pojawiły się kolejne klony tego urządzenia i choć nazwa Walkman została zastrzeżona przez Sony, to dla nas, każdy odtwarzacz tego typu był Walkmanem.
Kaseta magnetofonowa miała kilka niezaprzeczalnych zalet, które przesądziły o jej sukcesie. Była relatywnie tania, nawet biorąc pod uwagę ówczesne zarobki i nie było większych problemów z jej dostępnością. Nawet w ówczesnym PRL, w którym zazwyczaj brakowało wszystkiego. Radiomagnetofony kasetowe też były w miarę dostępne a ich cena nie była jakaś abstrakcyjna. Co prawda dużo gorzej było, z jakością rodzimych Kasprzaków itp., ale to już temat na osobny wpis. Inną zaletą CC było możliwość wielokrotnego zagrania kasety nową muzyką… lub np. jakimś programem.
Wady
Niestety, kaseta miała kilka fundamentalnych wad, które z czasem doprowadziły, że to rozwiązanie niemal całkowicie zniknęło z naszych domów. Taśmy magnetyczne nie można było zapisywać w nieskończoność, wraz z rosnącą ilością nagrań na tym samym odcinku taśmy, warstwa magnetyczna robiła się coraz cieńsza i muzyka brzmiała coraz gorzej. Co więcej, używając kaset polskiej produkcji ze Stilonu Gorzów lub po prostu kiepskiej jakości, bardzo szybko doprowadzaliśmy do zabrudzenia głowicy, która odczytywała zapis z taśmy magnetycznej. Konieczne było użycie kasety czyszczącej lub wyczyszczenie głowicy czystym alkoholem.
Trwałość kasety też nie była jej mocną stroną. Pomijam, że często były narażone na tzw. wcięcie, czyli taśma mogła się wkręcić w magnetofon lub w krytycznych sytuacjach mogła się nawet zerwać. Oczywiście takie taśmy nie kończyły swojego żywota na śmietniku, lecz były „naprawiane”. Można było podkleić od spodu zerwane końcówki skrawkiem taśmy samoprzylepnej lub skleić pożyczonym od dziewczyny lakierem do paznokci.
Nie zapominajmy też, że kaseta magnetofonowa nie oferowała tak dobrej jakości nagrań jak klasyczna płyta winylowa czy płyta CD. Dopiero na początku lat 90 pojawiły się kasety, które oferowały podobna jakość jak powyższe rozwiązania, ale nie zahamowało to agonii tego rozwiązania i nie powstrzymały ekspansji CD.

Nasze sprzęty grające, a mam na myśli, ówcześnie najpopularniejsze magnetony marki Kasprzak i Grundig, nader często odmawiały posłuszeństwa przy przewijaniu kasety. Ba, często nasze podklejane i nie raz pozrywane taśmy z cennymi nagraniami trzeba było przewinąć na początek w nieco bardziej delikatny sposób. Tutaj właśnie przydawał się ołówek, długopis bądź kredka o kanciastej budowie.
Kaseta jako nośnik danych
Przez krótki okres czasu kasety magnetofonowe były wykorzystywane, jako nośniki do zapisania programów czy gier komputerowych. Tutaj popularność kaset w tej dziedzinie też była spowodowana czysto aspektem ekonomicznym. Stacje dyskietek do Commodore czy Atari były horrendalnie drogie i często kosztowały niemal tyle samo, co sam komputer. Tańszym rozwiązaniem był zakup dedykowanego magnetofonu, w którym czasem trzeba było tylko wyregulować głowicę i podłączyć go do naszego sprzętu. O ile w ZX Spectrum mogliśmy podłączyć nasz magnetofon domowy i normalnie z niego korzystać to już niestety w przypadku Atari i Commodore musieliśmy dokupić dedykowane urządzenia.
Niestety, tutaj ujawniała się potężna wada używania kaset, jako nośnika danych. Proces wgrywania niektórych gier czy programów z naszych kaset mógł trwać nawet niespełna godzinę, a i tak czasem okazywało się, że ktoś delikatnie trącił stół z magnetofonem, przestawiła się głowica i cały proces trzeba było zaczynać od nowa… Z dyskietki, ten sam proces trwał ok. kilku minut no, ale kogo wtedy było stać na taką rozrzutność ? 🙂 Cierpliwość do sprzętu wtedy była naprawdę w cenie.
Wróćmy do czasów swobodnego nagrywania
W latach 70 i 80 w Polskim Radiu, czyli w zamierzchłych czasach, gdy nikt nie znał ZAiKS czy RIAA, puszczano w audycjach radiowych całe płyty różnych wykonawców i całkowicie czymś normalnym było, że prowadzący taką audycję prosił o przygotowanie magnetofonów i prosił na antenie o upewnienie się, czy taśma jest prawidłowo ustawiona, by uchronić słuchaczy przed przypadkiem, że początek nagrania przypadnie na tzw. „rozbiegówkę”. Oczywiście trzeba było sprawdzić, czy zabezpieczenia są na swoim miejscu, bo jeśli zostały wyłamane, to należało szybko zaślepić otwór np. papierem. 🙂 Po dokonaniu nagrania należało usunąć płytki zabezpieczenia, co zabezpieczało nas, oczywiście teoretycznie, przed tym, że ktoś nam zagra naszą kasetę. Rzecz jasna, zawsze taka taśma mogła zostać skonsumowana przez nasz magnetofon, co niestety nie było rzadkim zjawiskiem.
Oczywiście prowadzący audycję dawał nam dość czasu, by przełożyć kasetę na druga stronę i dokładnie informował, kiedy rozpocznie się nagranie i wstrzymywał się z komentarzem aż do zakończenia płyty. Trzeba było wtedy wcisnąć klawisz Pause, a potem jednocześnie wcisnąć klawisze Record i Play. Oczywiście, samo nagrywanie się uruchamiało poprzez zwolnienie klawisza Pause. 🙂 Niestety, czasem zdarzało się, że w ramach jednej audycji puszczano tylko jedną stroną płyty analogowej, emisje drugiej płyty zostawiając na kolejną emisję programu. Ówcześnie większość muzyków wydawało swoje płyty również na klasycznej płycie winylowej, głównie ze względu na dużo lepszą jakość dźwięku. Popularność odtwarzaczy CD w naszym PRL, była mierzona promilami i na takie urządzenia niewielu było stać. W drugiej połowie lat osiemdziesiątych niewiele osób wyobrażało sobie, że już niedługo każdy będzie miał w domu odtwarzacz CD z laserem.
No jak? To mnie będzie stać by w domu mieć urządzenie z laserem?
Dla wielu z nas było to całkowicie niewyobrażalne. Wszak laser wtedy był dla nas czymś żywcem wyjętym z filmu Science-Fiction. Po naszej stronie Żelaznej Kurtyny, niewielu sądziło, ze szybko ta nowinka techniczna zawita pod nasze strzechy.
Jakże się wtedy myliliśmy.

Oczywiście nie tylko muzykę tak traktowano
Wielu z naszego pokolenia, swoje pierwsze programy i gry pozyskiwano, kopiując od znajomych, bądź nagrywając … z audycji nadawanych przez Polskie Radio. Wtedy było to całkowicie normalne i dla wielu z nas było jedyną możliwością, by zapoznać się z najnowszymi utworami ulubionego wykonawcy czy grami na ZX Spectrum, Commodore czy Atari. Czekaliśmy więc, na audycję w Polskim Radiu z przygotowanym magnetofonem i czekaliśmy, aż prowadzący audycję rzuci komendę, by wcisnąć klawisz Record. Dużą tragedią dla nas było, jak w trakcie takiego nagrywania padaliśmy ofiarą popularnego ówcześnie „planowego wyłączenia prądu”. Pozostawało nam pielgrzymowanie po mieście w poszukiwaniu szczęśliwca, któremu udało się dokonać całego nagrania.
Nawiasem mówiąc, dopiero na początku lat 90, Polska została sygnatariuszem Konwencji Rzymskiej, która reguluje sprawy prawa autorskiego i w efekcie czego skończyły się czasy puszczania całych płyt w audycjach. Inna sprawa, że już w ostatnich latach dogorywającego socjalizmu w Polsce pojawiło się mnóstwo małych wytwórni kaset, które trudniły się wydawaniem pirackich kaset magnetofonowych. 🙂 W efekcie rynek został zalany dużą ilością relatywnie tanich, ale też najczęściej kiepsko nagranych kaset z muzyką i grami do najpopularniejszych wówczas komputerów.
Jako ciekawostkę podam, że jedna z takich garażowych „wytwórni” pirackich kaset magnetofonowych, wszystkie osiągnięte w ten sposób zyski, zainwestowała w swój rozwój, zakupiła porządny zachodni sprzęt do tłoczenia płyt CD oraz zadbała o wysoką jakość opakowań, oraz okładek. Z czasem zrezygnowała z wydawania pirackich kaset i płyt CD, dogadała się z największymi wytwórniami i po osiągnięciu porozumienia, zajęła się wydawaniem legalnych płyt CD. Dziś kupując film na DVD lub płytę CD w sklepie z muzyką, możemy być niemal pewni, że wyszła z tłoczni firmy… TAKT. 🙂
Bo tak się nazywa po dziś dzień ta firma. 🙂

Nawiasem mówiąc, pochwalę się.
Na szczęście dla mnie, nie miałem wtedy najpopularniejszego magnetofonu Grundiga czy jego polskiej wariacji, czyli Kasprzaka, lecz na ówczesne czasy całkiem niezłe i odlotowe SONY CFM-33, które przywiózł z Berlina Zachodniego mój wuj i sprzedał moim rodzicom. Sam zainwestował w wieżę firmy Goldstar, która dość szybko zakończyła swój żywot ku niezadowoleniu rodziny wuja. Przypomnę tylko, że firma GoldStar, nieco później nazywała się Lucky GoldStar a obecnie znamy ją, jako LG 🙂

Posiadany przez ze mnie SONY (a właściwie to była własność moich Rodziców) został zaprojektowany najprawdopodobniej przez japońskiego kuzyna projektanta niemieckiego Mercedesa W124. Dla osób, które nie załapało aluzji powiem tylko ze ten magnetofon był niemal niezniszczalny. U mnie w domu Sony CFM-33 pojawił się około roku 1982 i przez długie lata działał bez najmniejszej usterki, dopiero na początku lat 2000 został przypadkiem zniszczony. Przez te wszystkie lata działał, nagrywał i odtwarzał kasety niemal do ostatniego dnia swojego istnienia. Tak, wiem, że to tylko sprzęt mono, ale dla mnie wtedy był powodem do dumy i obiektem zazdrości u znajomych. Jakością odtwarzanej muzyki bił na głowę wszystkie popularne radiomagnetofony z logiem Unitry, choć naturalnie wiem, że nie jest to jakieś wielkie osiągnięcie. No i był całkowicie bezawaryjny, co dziś niestety już się nie zdarza.
Po prostu dziś tak długowiecznych sprzętów niestety już się nie robi… A szkoda. 🙁
Dziś
Wbrew pozorom stoję na stanowisku, że nie jest to prawdą, że kiedyś było lepiej. Kiedyś było po prostu inaczej. Być może ciekawie, czasem strasznie, ale całkowicie inaczej. Miałem to szczęście żyć w czasach, gdzie mogłem obserwować, jak komputery powoli trafiają pod strzechy. Widziałem początki internetu w naszym kraju i jak dużo zmieniło się w naszym życiu. Codziennie pojawiają się kolejne cyfrowe gadżety czy rozwiązania cyfrowe, bez których parę lat temu, całkiem doskonale dawaliśmy sobie radę. I dobrze wiem, że za kilka lat o wielu z nich nie będziemy pamiętać, choć dziś nie schodzą nam z ust …
Dawno, dawno temu nie przypuszczaliśmy ze coś może zastąpić kasetę a dziś niewielu o niej pamięta. Rodzi się tylko pytanie, co za kilka lat podzieli los kasety. 🙂
Czas, bowiem zweryfikował nasze spojrzenie na niektóre aspekty życia, więc kto wie, czy nie będzie tak z innymi rzeczami rozwiązaniami bez których nie wyobrażamy sobie swojego życia. 🙂


